Powraca temat restrukturyzacji górnictwa i zamykania kopalń. Strona rządowa zapowiedziała spotkania zespołu mającego na celu przygotowanie programu naprawczego dla branży. Jednocześnie oparcie krajowej energetyki na węglu ma trwać nawet do 2060 roku. Według ekspertów to zbyt długo, a region Górnego Śląska i Zagłębia ma najwyżej kilkanaście lat na odejście od górnictwa.

Dyskusje o przyszłości tego sektora gospodarki powróciły w związku z planem restrukturyzacji Polskiej Grupy Górniczej, największej branżowej spółki w kraju oraz doniesień o rychłej likwidacji kopalni Ruda i Wujek. Ministerstwo Aktywów Państwowych, które ma koordynować rozmowy przedstawiło cele i obszary działania powoływanego zespołu. Działania są konieczne, ale określone wstępnie ramy czasowe dla zmian w górnictwie stawiają pod znakiem zapytania powodzenie całego planu. Chodzi bowiem nie tylko o zawodową przyszłość górników i kooperantów kopalni, ale przede wszystkich o kierunek, w jakim zmierza cały region. A ten jest już spóźniony w zakresie dekarbonizacji, na czym traci nie tylko wizerunkowo.

Dalsza część artykułu dostępna po zalogowaniu (opcja dla aktywnych abonentów) lub po wykupieniu abonamentu:

- do wszystkich treści na 1 miesiąc (31 dni) za 7 zł,

- do wszystkich treści na 3 miesiące (92 dni) za 9 zł.

(kwoty brutto)

Rozliczenia transakcji kartą płatniczą i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Dotpay.pl.

Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Całość na 1 miesiąc za 7 zł
Całość na 3 miesiące za 9 zł
ZatwierdźAkceptuję Regulamin oraz zgadzam się na rozpoczęcie świadczenia usługi niezwłocznie po dokonaniu płatności.
Sprawdź
ZatwierdźAkceptuję Regulamin oraz zgadzam się na rozpoczęcie świadczenia usługi niezwłocznie po dokonaniu płatności.
Anuluj

 

2 KOMENTARZE

  1. O ile z wątkiem przewodnim artykułu trudno się nie zgodzić, o tyle sama treść jest trochę niespójna i nieprecyzyjna. Po pierwsze, problem w zdecydowanie mniejszym stopniu dotyczy Zagłębia, gdzie od lat nie ma już kopalń. Po drugie, autor z jednej strony twierdzi, że region jest uzależniony od górnictwa, a z drugiej informuje, że miejsc pracy powiązanych z wydobyciem jest ok. 2% w województwie (35tyś.), do tego należy dodać ok. 2 razy tyle w samym wydobyciu, co sumuje się do ok. 6%. To dużo i zarazem niedużo, jednak na pewno trudno mówić tu o uzależnieniu. Jeżeli patrzeć na przychody (a więc, w pewnym stopniu, pośrednio PKB), to sam STS robi 25% przychodów PGG, Aldi drugie tyle (obie firmy zarejestrowane w Katowicach), żeby nie wspomnieć już o ING. Po trzecie, te 82,6 tyś z końca artykułu tyczy się całości górnictwa w całej Polsce, prawda? Ile z tego przypada na Śląsk, ile na węgiel kamienny, a ile, dla precyzji, na węgiel energetyczny? Pozdrawiam!

    • Dziękuję za opinię.
      Odpowiadając – niezależnie od tego, jakie dziwne podziały tworzono przez lata, to Górny Śląsk i Zagłębie są jednym regionem i ekosystemem (ludzie z Zagłębia również pracują w kopalniach), a wymienianie w tym i wielu innych artykułach obu nazw wynika po prostu z szacunku do ich mieszkańców. Używając tylko nazwy „Górny Śląsk”, ktoś mógłby się obruszyć, że zamknięcie kopalń będzie też miało wpływ na pracowników z Zagłębia, więc czemu ich pominięto w tekście. Z kolei przedstawiciel IBS używa określenia „Śląsk”, co też możemy uznać za nieprecyzyjne. Trudno wszystkich zadowolić.

      Pisząc o uzależnieniu kulturowym i ekonomicznym chodziło o stan, w jakim region trwa od dziesięcioleci, również teraz, gdy udział górnictwa w PKB jest znikomy (bodajże 1,5 proc.). Mam na myśli strach górników przed zwolnieniami, zmianą pracy i ewentualnie niższymi płacami (czego dowodzą badania IBS), koszty odpraw, kategoryczny sprzeciw związków zawodowych i ich strach przed utratą pozycji i uposażeń, udział węgla w miksie energetycznym regionu i kraju, dopłaty z budżetu do utrzymania kopalń, obawa polityków na szczeblu centralnym przed wprowadzaniem restrukturyzacji i dekarbonizacji, obawa lokalnych polityków o spadek poparcia, gdyby musieli zająć odważne stanowisko w sprawie. Czy nawet jednoczesne zamknięcie przytoczonych zakładów pracy jak STS, ING czy Aldi, sprowadziłoby niepokoje, jak zamykanie kopalń? To też świadczy o uzależnieniu. Górnicy kurczowo trzymający się „gruby” już dawno mogliby rozwijać się w innych branżach, mieć zdrowszą i bezpieczniejszą pracę oraz przyczynić się do rzeczywistego rozwoju gospodarki regionu i jego innowacyjności, która jest niska na tle Polski. Przecież szereg firm spoza branży poszukuje pracowników o kwalifikacjach osób zatrudnionych w górnictwie: technicy, elektrycy, inżynierowie. Wszystko razem tworzy straty wizerunkowe, inwestycyjne, środowiskowe, zdrowotne. To wpływa na region ekonomicznie i społecznie. Niegdyś, gdyby nie kopalnie, region nie rozwijałby się tak prężnie. Teraz i w ostatnich kilku dekadach, gdyby nie kopalnie i przemysł ciężki, region rozwijałby się szybciej. Zatem należy uznać, że Górny Śląsk i Zagłębie są uzależnione ekonomicznie od górnictwa, ale niekoniecznie w kontekście przychodów czy PKB. Krakowskim targiem można by rzec, że to społeczno-gospodarcze uzależnienie psychologiczne.

      A liczba 82,6 tys. osób tyczy się osób zatrudnionych w kopalniach węgla kamiennego ogółem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Dodaj komentarz
Proszę, wpisz tu swoje imię